piątek, 9 listopada 2018

Piękny Sen

Dzisiaj miałam piękny sen. Głównie był skupiony na tacie.
Byłam w moim rodzinnym domu z całą rodziną. Tata siedział umarły na kanapie, co w tym śnie w ogóle mnie nie przerażało.
Sny są różne, ze świadomością, tego co mamy w prawdziwym życiu, te bez świadomości, te z przeszłości i z teraźniejszości. Akurat ten sen był tak jakby w teraźniejszości. Tata już nie żył.
Nagle zobaczyłam, że porusza ręką.
-Tata się rusza - z niedowierzaniem powiedziałam do mamy
Faktycznie tak było. Zaczął się ruszać co raz bardziej, aż otworzył oczy. Powrócił do nas!
Wszystkich nas domowników ogarnęła radość, że wrócił do nas - nasz tata, mąż.
-Kocham Cię - od razu powiedziałam do taty. Wypowiedziałam je chyba dlatego, że chciałabym mu to powiedzieć jakbym go naprawdę spotkała.
On zmartwychwstał. Umarł, ale powrócił. Każdy z nas się ucieszył, ale nie był pewny czy on jest tego świadomy. Dlatego nikt mu o tym nie powiedział. Na początku miał jakieś powykręcane ręce, ciężko wstał i ledwo chodził. Ale się rozruszał. Patrzył na nas, na mnie - co było bezcenne dla mnie. Bardzo tego potrzebowałam.Potrzebuje.
Od razu powiadomiliśmy pozostałą część rodziny, która z niedowierzaniem od razu przyjechała. Przyjechali wszyscy z Obrzycka - rodzinnego domu taty. Później powiadomiliśmy jego brata na skypie. Wszyscy cieszyliśmy się, że tata znów jest z nami.
Z mamą zastanawialiśmy się, czy tata faktycznie nie wie czy umarł, ponieważ oglądał swoje nabalsamowane dłonie.  Ale tata zachowywał się normalnie. Tak jak on.
-Gdzie idziesz? - zapytałam, gdy zobaczyłam jak się zbiera
- Do sklepu - odpowiedział
Wszystko było jakby postaremu. Tata towarzyszył nam jak zawsze w naszym życiu. Sen wydawał się bardzo długi i taki piękny. Jedyną różnicą jaką zobaczyłam w nim to brak zmarszczek i wydawał się jakby trochę młodszy. Obudziłam się z uśmiechem na twarzy, pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna. Później popłynęły mi łzy.. łzy szczęścia, że miałam taki piękny sen.




wtorek, 18 września 2018

Wyprawa na grzyby

Dokładnie rok minął gdy byłam wraz z tatą po raz ostatni na grzybach. Pojechaliśmy wtedy z Domem Kultury, który działa tuż obok naszego bloku. Tata zawsze lubił zbierać, a później jeść grzyby. Jak byliśmy mali to wybieraliśmy się w taką wyprawę do lasu razem z jego bratem czyli moim wujkiem. Czasy były lepsze, a jak wszystko może zmienić w przeciągu kilku miesięcy...

15 września 2017 roku

Zbiórka przy "Wiktorii"- bo tak nazywał się ten Dom Kultury była wczesnym rankiem. Tata wracał z pracy po 24h w pracy. Strasznie cieszył się na ten wypad na grzyby. Kilka dni wcześniej zapytałam go przez telefon czy nie chciałby pojechać, to powiedział, że będzie po pracy. Ale chwilę później oddzwonił i powiedział, żebym rezerwowała dla nas miejsce. Załatwił sobie w robocie, że skończy wcześniej o godzinę, bo na prawdę chciał tam jechać. Byłam z tatą już rok wcześniej na takiej samej wyprawie i również z "Wiktorią" i nawet mile to wspominam. Wiedzieliśmy, więc czego się spodziewać, dlatego już się cieszyliśmy. Tata nigdy nie był wylewny jeśli chodzi o okazywanie radości, miłości czy czegokolwiek, ale jak ktoś go znał to wiedział kiedy się cieszy. Jechaliśmy autokarem z naszymi sąsiadami z całego osiedla. Łącznie było ich około 40 osób. Każdy wziął ze sobą koszyki na grzyby. Każdy zajął miejsce w autokarze i tak zaczęła się podróż do lasu w Kempiczu. Jest to miejscowość znajdująca się niedaleko Obrzycka, tam gdzie tata się wychował. Dlatego mile było jechać w tamte rejony.
-Moi drodzy, pan z leśniczówki powiedział, że grzybów za bardzo nie ma - odparła organizatorka imprezy stojąc w autokarze podczas przeliczania uczestników
Spojrzałam na tatę trochę zawiedziona, ale wtedy tata powiedział:
- Rok temu też tak mówiła, a uzbieraliśmy całe wiadro.
W czasie drogi, która trwała około godziny, tata uciął sobie należytą drzemkę po pracy.

Z obawami, że znajdziemy niewielką ilość grzybów dojechaliśmy na miejsce. Wszyscy uczestnicy wyprawy rozproszyli się po całym lesie i tak zaczęło się jedno wielkie zbieranie leśnych przysmaków. Razem z tatą w odstępie około piętnasto-metrowym rozpoczęliśmy poszukiwanie jadalnych grzybów.  Bardzo lubię właśnie chodzić po lesie, znajdywać i cieszyć się, że udało się znaleźć prawdziwka, kurkę czy maślaka. Trochę to uspokaja, odstresowuje, a co najważniejsze można było spędzić troszkę czasu z tatą. Po 4-5 godzinach (dokładnie nie pamiętam) nadszedł czas zbiórki przy autokarze. Każdy na każdego patrzył ile zebrał grzybów. Większość uczestników miała około 70 lat, a do lasu przyjechali w szczególności pochodzić po lesie i porozmawiać z innymi, a przy okazji zebrać parę grzybków, za to ja z tatą mieliśmy dosłownie ich najwięcej. Dwa wielkie wiadra plus jeszcze to co daliśmy do siatek, ponieważ nie myśleliśmy, że aż tyle znajdziemy! 
- Jak wy to zebraliście? Przecież grzybów nie było! - pytali zdziwieni ludzie
Bardzo cieszyliśmy się z łowów. Na dodatek większość zebranych przez nas grzybów nie była robaczywa i były to średniej wielkości okazy. Wróciliśmy do domu koło 16.00. Tata zmęczony po siedzieniu 24 godzinach w pracy plus pięciogodzinnym chodzeniu po lesie będzie musiał jeszcze obrać te grzyby, rozdzielić i wyparzyć. A więc czekało go jeszcze ładnych kilka godzin roboty. Czego się nie robi dla grzybów.. Kompletnie tego nie rozumiem! Kocham zbierać grzyby, ale nie jeść. Dziwne,ale prawdziwe. Tata i mój mąż mieli grzyby na kilkanaście kolacji z rzędu.

Po kilku miesiącach mama przyniosła duże wiadro do domu. 
-Będzie na następne zbieranie grzybów- odparł tata zanim jeszcze dowiedział się o swojej chorobie...

Września nie dożył.



córka






sobota, 15 września 2018

Koncert

Wraz z moim mężem wsiadamy do samochodu, a tam siedzą moi dwaj bracia i mama. Wszyscy uszykowani na urodziny moich kuzynów. Jest już połowa września, a więc pogoda zaczyna płatać nam figle. Trochę wieje, na niebie widać ciemne chmury, jakby zaraz padać miało. W tle słychać piosenki z odtwarzacza w samochodzie. Lecą po kolei wg alfabetu; Abba, Budka Suflera, Boys, Classic, Electric Light Orchestra, Krzysztof Krawczyk, Smokie - wszyscy ci wykonawcy, których tata zawsze słuchał. Jak zwykle rozmawiamy w samochodzie na różne tematy np. o prezencie dla kuzynki i kuzyna, o zachowaniu naszej babci w domu, o nowym samochodzie, o tacie. Moi bracia znów rozmawiają o wynikach meczu - co tata by obstawił. Często wymieniali się swoimi przemyśleniami dotyczących sportu, a szczególnie piłki nożnej. To była ich pasja, a dla mnie i mamy lekkim przekleństwem. W kółko tylko mecze, wyniki, obstawienia, kto jak grał i zakłady. Ale fakt- to jest pasja. Dzięki temu Michał i Krzychu mogli często rozmawiać z tatą na ich wspólne tematy.
Spędziliśmy w samochodzie około godziny, ponieważ droga się przedłużyła przez objazdy, które napotkaliśmy na drodze do Opalenicy. Jeszcze 2 tygodnie temu rozmowa jakby tata tutaj był nie przeszkadzała mi, ale teraz jak minęło kilka tygodni zaczęło mi to przeszkadzać. Po prostu rozmawianie o tacie w czasie teraźniejszym przestało mi sprawiać jakąkolwiek pozytywną wibrację. Na każdą wzmiankę o nim musiałam powstrzymywać się, aby nie uronić łzy.
-Mam do Was pytanie - mówi mama do mnie i mojego męża - co Wy na to, żebyśmy po urodzinach pojechali na koncert Krzysztofa Krawczyka? - odparliśmy, że z chęcią.
Tata uwielbiał tego piosenkarza. Zawsze lubił jego piosenki i chciał być na jego koncercie, zwłaszcza, że miał on być w jego firmie gdzie pracował. Pamiętam dzień, w którym mówił mi, kto wystąpi w tegorocznej imprezie firmowej. Siedział jak zwykle na swoim fotelu, oglądał swój ulubiony program telewizyjny KinoPolska,a ja jadłam obiad, na który mnie zaprosił.
- Zgadnij kto będzie na Franowie- mówi podchwytliwie tata
- No tyle jest osób do wyboru, że daj mi jakąś podpowiedź - stwierdzam.
- Farbowany - wskazówka taty
- Michał Wiśniewski? - pytam
- Nie! Parostatek.
Spojrzałam na Łukasza- mojego męża, który od razu wiedział - Krzysztof Krawczyk!
Od razu było można wyczytać na twarzy taty radość. Zobaczy praktycznie swojego idola na żywo. Powiedział, że nie wie jaki będzie miał grafik w pracy, ale jasno stwierdził, że będzie na koncercie.

Urodziny jak urodziny. Daliśmy prezenty dzieciom, zjedliśmy torta, porozmawialiśmy trochę z rodziną,a  gdy tylko wybiła godzina 18.00 wyruszyliśmy na koncert. Pojechaliśmy autostradą,żeby szybciej dotrzeć na miejsce. Przy wejściu na całą tą giełdę gdzie tata pracował trzeba okazać legitymację, że jest się pracownikiem, a ponieważ mój brat tam również pracuje to nie było problemu z wjazdem na imprezę. Minęliśmy budkę, w której tata zawsze siedział w pracy. Wpuszczał on wszystkich ludzi, którzy chcieli wjechać na teren hali. Znowu ogarnął mnie smutek, bo ostatnim razem jak tu byliśmy, to tata nas wpuszczał, bo chcieliśmy kupić ozdoby choinkowe na choinkę...
Tym razem w budce go tam nie było, a zamiast niego jakiś znajomy taty. Gdy zaparkowaliśmy samochód już było słychać, że koncert Krawczyka się zaczął. Całą rodziną poszliśmy w stronę tłumu.
Tak to on - starszy tęgi mężczyzna, w okularach i wąsie na twarzy no i jak tata wcześniej twierdził farbowany. Stał na scenie wraz z całą swoją rodziną i śpiewał swoje kawałki. Chociaż jesteśmy w żałobie to poszliśmy na koncert - dla taty, bo tak bardzo chciał na nim być. I zdaniem braci był na nim, ponieważ cały czas przy nas jest. Choć również mam taką samą nadzieję, to mimo tego strasznie mi go brakuje na żywo, stojącego tuż obok nas, podrygującego nerwowo, dogryzającego mamie.
Jeden  z pierwszych utworów, które słyszeliśmy to "Pamiętam Ciebie z tamtym lat" gdzie Michał podszedł do mamy i mówi: "Do tego zawsze z tatą tańczyłaś". Gdy już większa część piosenki przeleciała to odwróciłam się do mamy, a ona płakała. Ogólnie było nam wszystkim bardzo ciężko,żeby któreś z nas się nie wzruszyło. Gdybym mogła to płakałabym na całym wydarzeniu, ale próbowałam się powstrzymać- próbowałam.. Cały koncert to było jedno wielkie wspomnienie i czułam jakby ten całe to wydarzenie było dla taty. Jego ulubiony piosenkarz, jego praca, którą uwielbiał i ludzie, których zawsze wpuszczał na hale.. Miał tu być i na pewno był w jakiś sposób...

                                                                                                                       15 września 2018 r

                                                                                                                                   córka